środa, 13 lipca 2016

Błękit Szafiru

Jest to drugi tom Trylogii czasu. Pierwszą część przeczytałam rok temu, a teraz udało mi się przeczytać trylogię do końca. W ostatnim czasie obejrzałam nawet dwa filmy powstałe właśnie na podstawie książek. Wiadome jest, że nie są idealne, ale można sobie obejrzeć. Spodobali mi się aktorzy, którzy wcielili się w Gwen i Gideona. 

MOGĄ BYĆ SPOILERY DO POPRZEDNIEJ CZĘŚCI

Mamy tu dalszy ciąg podróż w czasie. Gwendolyn jest Rubinem a zarazem ostatnią podróżniczką w czasie. Właśnie dlatego musi nauczyć się jeszcze wielu rzeczy. Wszyscy myśleli, że to jej kuzynka Charlotte będzie miała gen podróżowania w czasie i to ona od wielu lat odpowiednio szkoliła się do tego zadania. Natomiast Gwendolyn nie i przez to dziewczyna musiała to wszystko bardzo szybko nadrobić. Była to między innymi nauka tańca, historii, zachowywania. Jej nauczyciel nie należał do przyjaznych ludzi.  W trakcie wypraw towarzyszy jej oczywiście Diament, czyli Gideon. Ich stosunek wobec siebie zmienia się, ale czy mowa tu o prawdziwej miłości? Możemy poznać Gideona trochę z innej strony. Bardzo go polubiłam, Gwendolyn  również. 


W tej części poznajemy także dwóch ważnych bohaterów. Jeden z nich to Raphael, który jest młodszym bratem Gideona. Widać, że bardzo mu się spodobała najbliższa przyjaciółka Gwen. Drugą postacią jest tu Xemerius, który jest gargulcem. Poznali się w kościele i od tego momentu zostaje w życiu Gwendolyn. Po prostu uwielbiam tego gargulca. Jest przezabawny. Często się śmiałam, gdy ten coś powiedział. Bardzo często pomaga Gwen. Xemerius i Gwen bardzo zaprzyjaźnili się ze sobą. 

Gwen, by zapobiec niekontrolowanym przeskokom w czasie, często przenosi się w przeszłość na kilka godzin. Dzięki temu może porozmawiać sobie z dziadkiem, którego nie ma już na tym świecie. Razem starają się rozwiązać zagadkę Zielonego Jeźdźca. Próbują także zrozumieć o co chodzi z Lucy i Paulem. 

Postacią, której nie polubiłam i nigdy nie polubię jest zdecydowanie Hrabia de Saint Germain. W pierwszej części próbował udusić Gwen, a teraz nalega na wspólne spotkania z nią i Gideonem, którzy przenoszą się w czasie, by to uczynić. Natomiast to, co powiedział Gwen pod koniec książki było wręcz okrutne i bolesne dla dziewczyny.

Książkę przyjemnie się czytało. Nie mogłam oderwać się od czytania, jak to często u mnie bywa. Chodziłam spać, gdy w pokoju robiło się już jasno. Moje oczy cierpiały, ale było warto. Po przeczytaniu tej części od razu zabrałam się do kolejnej. W tej części najbardziej polubiłam tego gargulca. Bez niego ta książka nie byłaby taka ciekawa. Polecam.

Pozdrawiam 
Julia :) 

1 komentarz:

  1. Lubię tą serię - czytałam ją dość dawno temu i chyba darzę ją swego rodzaju sentymentem :)
    A Gideon.... ehh moja miłość ❤
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń